Abp Galbas w Wielki Piątek: „Przybliżmy się z ufnością do tronu łaski”
Przybliżmy się z ufnością do tronu łaski
(Homilia wielkopiątkowa wygłoszona w bazylice Krzyża Świętego w Warszawie, 03 kwietnia 2026 roku)
Pewna kobieta, ateistka opowiadała o swoim nawróceniu. Jej szesnastoletnia córka, chora na raka kości, leżała w szpitalu. Gdy przywieziono ją, obolałą po operacji, matka usiadła obok i zapytała tę strasznie cierpiącą i wymęczoną dziewczynę, poowijaną w kroplówki, sondy i rurki, w jaki sposób może jej pomóc? Córka, w odróżnieniu od matki była osobą bardzo głęboko wierzącą.
– Mamo przeczytaj mi opis Męki Chrystusa, poprosiła córka…
Kobieta, która nigdy nie czytała Ewangelii usiadła na brzegu łózka i zaczęła czytać. Po jakimś czasie córka zasnęła, ale ona czytała dalej w półmroku, w ciszy, do samego końca.
– Córka zasypiała, a ja się budziłam, powiedziała później. Budziłam się z ateizmu. Lektura Męki Chrystusa na zawsze odmieniła moje życie.
Oby to wielkopiątkowe, dopiero co odczytane Słowo, też spowodowało w nas przemianę serca. I nie chodzi o emocje, o tanie wzruszenie, chodzi o to, co śpiewamy w tej frazie z Gorzkich Żali, które tu przecież powstały: „uderz Jezu bez odwłoki w twarde serc naszych opoki”. Uderz w nasze serca, które są często skamieniałe.
„Co jest twardszego od kamienia”, zapytano kilkuletnie dzieci. ”Serce człowieka”, odpowiedziało jedno z nich. Musiało tego doświadczyć.
Pewien kapo z hitlerowskiego obozu koncentracyjnego miał sztuczne oko. Był pewien, że jest ono nieodróżnialne od zdrowego. Aby się o tym przekonać, poprosił jednego z więźniów, by wskazał które oko jest szklane. Ten wskazał natychmiast i właściwie. Zdziwiony esesman zapytał skąd to wie? „Bo to szklane oko patrzy na mnie dużo łagodniej niż prawdziwe”, odpowiedział więzień. Tak, skamieniałe, nienawistne serce, widać nawet w oczach.
Oby więc i nasze nieraz skamieniałe serca, pojęły, co Chrystus dla nas uczynił poprzez swoją mękę i śmierć, by Go pokochały jeszcze gorliwiej, by przemieniły się nie z serc niewierzących w wierzące, jak u tamtej kobiety, bo skoro tu jesteśmy, to z pewnością jesteśmy ludźmi wiary, ale by nasze serca przemieniły się z serc wierzących w wierzące jeszcze bardziej.
Jakże przejmująco zabrzmiało dziś to Słowo Izajasza (por. Iz 52,13 -53,12): „On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści” i dalej: On „siebie na śmierć ofiarował”. To cierpienie i te boleści mają wasze konkretne imię. Każdy ma własne. Jak każdy ma własny krzyż, który dźwiga.
I to Słowo mówi: Jezus Cię nie porzucił. On jest z tobą w tym twoim cierpieniu; indywidualnym, osobistym, twoim. On, który sam został oszpecony przez cierpienie, jest z tobą! Z Jego przebitego Serca, płyną niewidzialne soki łaski, ożywcze strumienie miłości, która jest większa niż największa boleść. I jest większa niż śmierć.
I to, co możemy w ten wieczór zrobić, do czego jesteśmy zaproszeni, to, by – jak powiedział nam przed chwilą Autor Listu do Hebrajczyków (por. Hbr 4,14-16;5,7-9), przybliżyć się do Chrystusa. Jaka piękna jest ta zachęta: „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę w stosownej chwili” (Hbr 4,16).
Jeden z moich znajomych przysłał mi jakiś czas temu fragment psalmu 91, mówiąc, że znajduje w nim ukojenie: „nie ulękniesz się strachu nocnego ani za dnia lecącej strzały, ani zarazy, co idzie w mroku, ni moru, co niszczy w południe. Choć tysiąc padnie u twego boku, a dziesięć tysięcy po twojej prawicy: ciebie to nie spotka” (Ps 91, 5-7). Zapytałem go wówczas: a jak spotka, albo jak już spotkało, to, co wtedy? Ufam, odpowiedział.
Przybliżmy się z ufnością do tronu łaski. Do Tego, który jest z nami w boleściach. On nam współczuje. Tak przedstawił Jezusa Autor Listu do Hebrajczyków. Jezus nam współczuje!
Nie można współczuć z zewnątrz. Syty głodnego nie zrozumie ani zdrowy – chorego. Syty głodnego pocieszy i zdrowy – chorego też pocieszy, ale nie będą współczuć. Bo nie potrafią! Współczucie przychodzi z wewnątrz, z identyczności własnego doświadczenia. Współczuć mogę wtedy, kiedy przeżyłem, lub przeżywam to, co ty. Jezus współczuje naszym smutkom i cierpieniom, naszej niepewności i bezradności, bo jest doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo.
Przybliżmy się z ufnością do tronu łaski, bo w Jego ranach jest nasze uzdrowienie, jak powiedział Izajasz! Przybliżmy się, bo On – jak słyszeliśmy przed chwilą – jest sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają. Nikt inny nie jest sprawcą zbawienia wiecznego. Tylko On.
Chciałbym, aby tak zrobił dzisiaj każdy, aby ten wieczór był czasem zwrotu w stronę Jezusa, chciałbym, aby teraz, gdy zawodzi tyle pewników, tym bardziej pewnym stała się w naszym życiu Jego obecność i Jego miłość, modlę się o to, ale jednocześnie boję się, że tak się nie stanie, że wielu, znów cytując Izajasza, wzgardzi Chrystusem, że będzie Go miało za nic, że jeszcze bardziej zwróci się ku swojej własnej drodze!
Tym bardziej potrzeba bym ja i każda i każdy z nas, przybliżył się do tronu łaski! To, co my wierzący możemy teraz zrobić, to dać przykład ufności. Dać świadectwo ufności, że Bóg nas nie opuścił, że jest z nami, że jest Panem.
Jeśli dobrze słuchaliśmy dziś opisu Męki Pańskiej w wersji Janowej (por. J 18,1-19,42), to zauważyliśmy na pewno, że Chrystus jest tu przedstawiony jak król. Choć umęczony i obolały, wyszydzony i upokorzony, jest królem. Od początku do końca. Od chwili, gdy powie to Piłatowi: „tak, jestem królem”, aż do momentu, gdy zostanie pochowany w nowym grobie, „w którym jeszcze nikogo nie złożono”. Szczegół, ale ważny. Króla tak chowano! Nie w grobie używanym. Nie godzi się. W nowym!
Przybliżmy się z ufnością do tronu łaski. Nie zwątpmy w to, że świat jest w ręku Boga, nie w ręku przypadku. Że światem rządzi Chrystus, nie ktośkolwiek, albo cośkolwiek! Że jeden jest Król. Nawet, jeśli niektórym może się wydawać, że Go nie ma, albo, że przegrał.
I ta ufność niech się uwiarygadnia w konkrecie naszego życia. Obyśmy coraz bardziej w sprawach małych i wielkich kierowali się Jego logiką i Jego prawdą. Ukrzyżowany z Jezusem łotr powiedział: „On nic złego nie uczynił” (Łk 23,41), oby to było też i o nas, obyśmy tak starali się przeżywać każdy dzień, by czynić w nim jak najmniej złego, by koncentrować się na dobru, obyśmy przechodzili przez ziemię dobrze czyniąc (por. Dz 10,38) i umieli oddawać życie za braci (por. 1 J 3,16), coś im poświęcić, coś im darować, zdjąć z ich pleców ciężar winy i bólu. Tyle mamy do tego okazji. Tyle jest możliwości, by być Cyrenejczykiem. Nie zmarnujmy ich.
Pierwszym przejawem tej postawy niech będzie ta piękna modlitwa, która za chwilę zabrzmi. Przejmująca. Będziemy modlić się za wszystkich: za Kościół, za papieża, za katechumenów, za wierzących, ale także za Żydów, za niewierzących i wierzących inaczej, a w końcu za cały świat, a potem wszyscy oddamy część Chrystusowi Ukrzyżowanemu. Wpatrzcie się w Niego, ucałujcie i przytulcie do swojego serca. Jego Serce do swojegjommmo serca. Dzisiaj szczególnie brzmią Jego słowa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). Przyjdźcie wszyscy! Wszyscy: bardzo i mało wierzący, ci co już się wyspowiadali i ci, którzy jeszcze nie, dzieci i starsi, panie i panowie, zdrowi i chorzy. Wszyscy!
Moi Kochani,
jest jeszcze coś na co chciałbym zwrócić waszą uwagę. Otóż Kościół będzie rozważał od tej Liturgii przez cały jutrzejszy dzień, aż do Wigilii Paschalnej wielką tajemnicę naszej wiary, którą wypowiadamy zawsze, recytując Credo, że Chrystus „zstąpił do piekieł”. Mówimy to po wyznaniu wiary w śmierć Chrystusa, a przed wyznaniem wiary w Jego zmartwychwstanie. Zstąpił do piekieł. Niestety, nam Wielka Sobota kojarzy się już z uciechą, z przedwielkanocą, ze święconką, a tymczasem to dzień wielkiej modlitwy, wielkiej medytacji i wielkiej wdzięczności Chrystusowi za to, że zstąpił do piekieł.
Dante w „Boskiej Komedii” napisze tak:
„Przeze mnie droga do boleści grodu
Przeze mnie droga na wieczyste męki
Do zgubionego na zawsze narodu.
Sprawiedliwości mego Stwórcy dzięki
Ugruntowana przez moc boską w bycie
Wyszłam z Mądrości i Miłości ręki.
Przede mną żadne nie wszczęło się życie,
Prócz odwiecznego – i ja wiecznie stoję.
Rzućcie nadzieję, wy co tu wchodzicie” (Boska Komedia, Piekło, Pieśń III).
Tak, brama piekieł od wieków była zamknięta. Nie było do niej klucza. Klucz przyniósł Chrystus, a był nim jego krzyż. Tym kluczem, czyli swoją miłością otworzył te nieszczęsne bramy. „Bramy podnieście swe szczyty, unieście się odwieczne podwoje, aby mógł wkroczyć król chwały” (Por. Ps 24,7), powie Psalm 24. A święty Piotr powie: „Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić; zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem. W nim poszedł ogłosić [zbawienie] nawet duchom zamkniętym w więzieniu, niegdyś nieposłusznym…” (1 P 3,18-20a).
Zaś Katechizm Kościoła o zstąpieniu Chrystusa do piekieł powie tak: „Jezus doświadczył śmierci jak wszyscy ludzie i Jego dusza dołączyła do nich w krainie umarłych. Jezus zstąpił tam jednak jako Zbawiciel, ogłaszając dobrą nowinę uwięzionym duchom (…). Chrystus zstąpił więc do otchłani śmierci, aby umarli usłyszeli „głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą”, żyli (J 5, 25). Jezus, „Dawca życia” (Dz 3, 15), przez śmierć pokonał tego, „który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła”, i wyzwolił „tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli” (Hbr 2,14-15). Od tej chwili Chrystus Zmartwychwstały ma „klucze śmierci i Otchłani” (Ap 1, 18), a na imię Jezusa zgina się „każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych” (Flp 2,10). (KKK 632,635).
Ci, którzy odmawiają Liturgię Godzin będą jutro rozważać przepiękny tekst starożytnej homilii na Wielką i Świętą Sobotę, a w nim i takie słowa: „Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął, ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków (…). Idzie, by odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; by wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i Synem Ewy (…). „Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem. Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, byś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych”.
Znajdźmy więc w tych godzinach czas nie tylko na święconkę, ale przede wszystkim na modlitwę w ciszy, na medytację tej niezwykłej prawdy naszej wiary. Popatrzmy na ikonę Anastasis, gdzie Chrystus wyciąga Adama i Ewę z otchłani. Nie podaje im jednak dłoni, jak równy równemu, ale trzyma ich za nadgarstek. Adam i Ewa nie wydobędą się sami z otchłani, trzeba ich wyciągnąć, wyrwać, jak i każdego, kto tam się znalazł. To uczyniła miłość Chrystusa, który oddał życie za każdego, by każdy mógł żyć.
Moi Kochani,
powróćmy na koniec, do odczytanej przed chwilą Męki Chrystusa. W jej zakończeniu znajduje się skromna informacja o tym, że Chrystus został pochowany w ogrodzie. Często oddajemy to w inscenizacjach Grobu Pańskiego w naszych świątyniach, gdzie jest wiele kwiatów. Ten ukwiecony ogród jest znakiem nadziei, tak, jak jest nim na razie delikatna wiosna za naszymi oknami, nadzieja na zwycięstwo, nadzieja na życie. Jeszcze świat rozkwitnie. Nie tylko ten wokół nas, ale i ten w nas. Rozkwitnie kolorami i barwami. Rozkwitnie radością i szczęściem. Bądźmy pewni. Tylko przybliżmy się z ufnością do tronu łaski!
Módlmy się na koniec słowami słynnej modlitwy św. Franciszka, wszak obchodzimy rok jubileuszowy jemu poświęcony. Franciszek odmawiał te modlitwę codziennie przed krzyżem Chrystusa: Najwyższy, chwalebny Boże, rozjaśnij ciemności mego serca i daj mi prawdziwą wiarę, niezachwianą nadzieję i doskonałą miłość, daj mi zrozumienie i poznanie, abym wypełniał Twoją świętą i prawdziwą wolę. Amen”.
+ Adrian J. Galbas SAC

